Tagi
niedziela, 29 maja 2011
PKP - czyli Maria Skłodowska-Curie na taborecie

Dworzec Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej

Blog kaput? Nie nie nie. Wracam. I to na dobre. Koniec zimy, czas się przebudzić, zwłaszcza, że wiosnę rozpoczynam wpisem o tematyce niezwykle pobudzającej - czyli polskiej kolei (głównie przez wzrost ciśnienia, spowodowany wejściem z nią w bliższy kontakt).

Kolejki, opóźnienia, tłok, kiepski standard, drożyzna i te 6 godzin z Warszawy do Gdańska - szlag! Czyżby?

Wiadomo, jeżeli choć raz śmignęło się bezszelestnym pociągiem po niemieckiej ziemi lub francuskim TGV, trudno nie jęczeć wsiadając do Kolei Mazowieckich (jeżeli w ogóle taka opcja jest danego poranka możliwa i ktoś siłą swoich mięśni upchnie nas z peronu jako kolejną sardynkę).

A jednak, gdy spojrzymy 150 lat wstecz, okaże się, że jesteśmy prawdziwymi szczęściarzami. Wtedy właśnie, w 1848 r., otwarto w Warszawie, pierwszą na terenie całego cesarstwa rosyjskiego, drogę żelazną. Z Warszawy do Wiednia.

Lista wygód która czekała ówczesnych pasażerów była następująca: ilość kursów dziennie: 1, kierunków: 1, na Kraków i Wiedeń, pora podróży: tylko w dzień, w nocy pociąg stał na bocznicy, czekając na brzask. Gdy w 1862 r. uruchomiono drugą linię do Petersburga, startującą z Pragi, z uwagi na różną szerokość torów po dwóch stronach Wisły, połączenie tych linii było niemożliwe. Brak mostu sprawiał, że między Dworcem Warszawsko-Wiedeńskim (fota u góry, na Placu Defilad w miejscu, w którym stał jest dziś wmurowana tablica) a Dworcem Wileńskim trzeba było podróżować furmankami oraz barką przez rzekę.

To nie koniec tej listy wspaniałości. Otóż istniały 4 klasy wagonów. Najniższą, czwartą, podróżowała na swoje wymarzone studia do Paryża Maria Skłodowska-Curie. Polegało to na tym, że w wagonie obitym starymi i brudnymi dechami, noblistka rozłożyła sobie przyniesiony z domu taboret. 

Biorąc zatem pod uwagę fakt, że dzisiaj pociągi jeżdżą także w nocy, z domu nie trzeba przynosić miejsca do siedzenia, a w podróż można wybrać się praktycznie w każdym kierunku i to częściej niż raz dziennie - każdy z nas powinien zapisać się do przynajmniej jednego klubu miłośników kolei, uśmiechnąć się do odnawianego "Centralniaka" oraz pójść powspominać stare, dobre czasy do Muzeum Kolejnictwa, które obchodzi w tym roku swoje 80 urodziny.

Najpiękniejsze zdjęcia miasta Wwa. Odcinek 5.

Pałąc Krasińskich (fot.: Ewewlo)

środa, 17 listopada 2010
Ośmiowładza, czyli wybory w niegdysiejszej Warszawie.

Ordynacja wyborcza w Warszawie wydaje się dosyć skomplikowana. Cztery karty do głosowania, każda w innym kolorze, każda do czego innego - wyboru radnych dzielnicy, miasta, województwa i na końcu prezydenta.

Jak się jednak okazuje, niegdysiejsi mieszkańcy syreniego grodu uznaliby ją za szczyt prostoty, mistrzostwo myśli elekcyjnej.

Na początek jednak kilka faktów rzucających światło dzienne na sprawki ówczesnej Warszawy, jednoznacznie wskazujących, iż system wyborczy w takich realiach trywialny powstać nie mógł.

Mówimy tu o Warszawie piętnastowiecznej, obejmującej mniej więcej obszar dzisiejszej starówki (ale bez Nowego Miasta, wtedy jeszcze odrębnej osady). Gród otaczały podwójne mury oraz szeroka na 80 metrów fosa. Wewnątrz natomiast działy się rzeczy specyficzne. Po pierwsze piwo można było kupić tylko w Ratuszu. Nie wiadomo, co władza chciała tym procederem osiągnąć, ale tak osobliwy monopol powodował oczywiście niebotyczną popularność serwowanego trunku. Po drugie istniała tylko jedna łaźnia, na której założenie musiał zgodzić się (!) książę. Łaskawy władca dbając o zapachy swojej siedziby, takowej dyspensy udzielił. W zamian zażądał przywileju darmowych kąpieli raz (!) w tygodniu. Łaźnia była jednocześnie fryzjerem, a łaziebny już wtedy wyprzedzał czas, udzielając akupresury za pomocą witek brzozowych. I na koniec inne nieczystości - domowe. Wywożono je na jedną kupkę u wylotu dzisiejszej ulicy Celnej. Z czasem zrobiła się z tego Góra zwana Gnojną. Stanowi ona dziś główny punkt widokowy ze starówki na Wisłę, z ławeczkami, kostką i barierkami. Jest to chyba jeden z najlepszych sposobów wykorzystania zawartości ustępów w historii.

W tak osobliwych okolicznościach powstać zatem musiał równie niekonwencjonalny system polityczny. I tak ustrój wewnętrzny dzisiejszej stolicy opierał się zasadniczo o trzy ciała, ówcześnie zwane porządkami: radzieckim (czyli radą), ławniczym i gminnym. W skład pierwszego i drugiego wchodził patrycjat, ostatni stanowiło pospólstwo. Ławnicy sprawowali sądy wspólnie z wójtem - dziedzicznym urzędem, po pierwszym wójcie - założycielu miasta. Oprócz wójta, rządził także burmistrz, wybierany spośród dwóch kandydatów przedstawianych przez ławników i pospólstwo. Selekcji dokonywał starosta - przedstawiciel księcia. Następnie burmistrz dobierał sobie rajcę. Wspólnie wybierali kolejnego rajcę, kolejnego i tak do 6, aż powstawała tzw. Rada Siedząca. Spośród jej członków z poprzednich kadencji wybierano sześcioosobową Radę Starszych. Jednak...najważniejsze decyzje w mieście podejmowało zgromadzenie trzech porządków.

W ten sposób za jednym zamachem na przestrzeni między barbakanem a Zamkiem Królewskim funkcjonował wójt, burmistrz, starosta, cztery ciała kolegialne oraz zgromadzenie porządków. Co ciekawe liczba mieszkańców całego grodu porównywalna była z liczbą mieszkańców jednego z dzisiejszych osiedli przeciętnej wielkości. Współczesny system elekcyjny można zatem nazwać perełką prostoty i logiki. Trzeba to docenić i iść w niedzielę do urn. Zwłaszcza, że wybór na każde stanowisko należy wyłącznie do nas, a takie cuda pięćset la temu nikomu się nawet nie śniły.

A propos ludziów zarządzających naszym miastem, polecam wpis dawniejszy: Brukmistrz

 

wtorek, 16 listopada 2010
Sztuka Warszawy - Canaletto. Odc. 1

(Jeśli macie mniejszy monitor, przesuńcie suwak w prawo, pojawi się cały obraz)

Canaletto. Nadworny malarz Stanisława Augusta Poniatowskiego. Jego wuj, również Canaletto, malował Wenecję czy Londyn. On upodobał sobie Warszawę (oraz niewątpliwie hojną kieszeń króla Stasia). Tu stworzył swoje najpiękniejsze dzieła, tzw. weduty, czyli widoki fragmentów miasta (stąd nazwa grupy malarzy specjalizujących się w tej tematyce) - wedutyści. Całą jego kolekcję można obejrzeć na Zamku Królewskim, Ciekawostki na początek przedstawiają...

...widok na Skarpę Wiślaną z tarasu Zamku Królewskiego. Na pierwszym planie ktoś strzela na swoim wierzchowcu popisówkę, za nim, nieco w dole wystaje Pałac Pod Blachą, a dalej w tle samotny Pałac Kazimierzowski, dzisiaj obudowany innymi pawilonami Uniwersytetu. Na lewo od niego niemal puste Powiśle. Nie ma BUWu, Kopernika, a w ich miejscu bajora. Miasto u podnóży Skarpy dopiero zacznie się rozwijać, głównie w postaci pierwszych w stolicy fabryk, stajac się obok Woli i Pragi jednym z industrialnych zaplecz stolicy.

czwartek, 28 października 2010
Rena Rolska - Na francuskiej

A propos poprzedniego wpisu, wrzucam piosenkę Reny Rolskiej - Na Francuskiej, opiewającą oczywiście jedną z głównych ulic Saskiej Kępy. Melodyjka (typowo francuska) pochodzi co prawda z zupełnie innej galaktyki muzycznej niż dzisiejsze hiciory z eski, ale ma to swój urok, czasami wsłuchać się i w takie bity. To przy okazji początek nowego cyklu w Ciekawostkach - Piosenka warszawska.

wtorek, 19 października 2010
Saska Kępa. Odc. 1

Saska Kępa z lotu ptaka - fot. Jerzy Gumowski AG

To co w naszym mieście jest tak piękne, ale zarazem oryginalne, to jego niesamowita różnorodność. Każda z dzielnic Warszawy ma swój klimat, swoje urocze miejsca i mimo przeorania nawałnicą wojenną - śliczne zabytki. Każda tworzy niepowtarzalną całość. Stare Miasto i Trakt Królewski, Centrum z drapaczami, Żoliborz i Kępa Potocka, Praga, Saska Kępa, Grochów, Mokotów i Łazienki, Wola, Stara Ochota i Filtry, Stare Włochy, Sadyba i Wilanów, Bielany, Powiśle, ale nawet Ursynów, Bemowo czy Chomiczówka.

Inną sprawą jest, że potrzeba jeszcze lat, aby dobrzy gospodarze poszczególnych terenów zadbali o nie jak trzeba, remontując elewacje, postrzępione krawężniki, dziury w chodnikach, czy wymieniając obrzydliwe biało-czerwone słupki na żeliwne, które zdobią, a nie szpecą. To kwestia estetyki, której niestety niektórym włodarzom jeszcze brakuje.

Potencjał tkwi w Warszawie jednak ogromny. Niewiele jest na świecie miast tak zróżnicowanych przestrzennie. Spowodowane jest to między innymi tym, że każdy z fragmentów naszej stolicy tworzył się w konkretnym czasie i realiach, nabierając dzięki temu unikatowego charakteru. Ciekawostki postanowiły rozpocząć zatem cykl, który przybliży po trochu genezę poszczególnych dzielnic. Na początek Saska Kępa. Odcinek.1

-To był maj, pachniała Saska Kępa - napisała raz jej znana mieszkanka, Agnieszka Osiecka. Podobnie jak ona, tę część stolicy szczególnie upodobali sobie artyści. Przyciągał ich spokój, krajobraz pięknej willowej zabudowy zatopionej w zieleni, a zarazem bliskość centrum. Mimo przecięcia dzielnicy przez "pomysłowych" planistów za pomocą Trasy Łazienkowskiej oraz coraz to nowych dewastacji prowadzonych przez durnowatych inwestorów (link), Kępa do dziś w dużej mierze zachowała swój klimat. Jej początki nie były jednak wysoce artystyczne.

Nazwa Kępa pochodzi bowiem od bujnych krzaczorów oraz trzcin porastających ten teren jeszcze do XVIII w. Od XVI stulecia dzierżawili ją od miasta tzw. Olendrzy, czyli Flamandowie wygnani z Holandii za przekonania religijne. Byli biedni i trudnili się głównie dostarczaniem do innych części stolicy chrustu na opał, odzyskiwanego z bujnej roślinności Kępy. Liczne wylewy rzeki oraz innego rodzaju potop - szwedzki, przegnały olendrów gdzieś daleko.

Magistrat nie chciał jednak rezygnować z intratnego biznesu jakim było dzierżawienie krzaków, stąd znajdował innych osobników chętnych płacić za posiadanie chrustu. Pamiętać trzeba, że nie istniał wtedy żaden most przez Wisłę, bliskość centrum nie była zatem postrzegana z należytą ostrością. W końcu ktoś jednak zauważył w tych terenach olbrzymi potencjał rozrywkowy. Był to sam król August III.

Sas był miernym władcą, ale dla Warszawy zasłużył się wspaniale, m.in. Ogrodem Saskim, czy zniszczonym przez hitlerowców Pałacem, również Saskim. A także oczywiście przedmiotową Kępą, nazwaną od jego persony - i tu zaskoczenie -Saską. Choć tereny te przez stulecia miały różne nazwy, do dziś zachowała się właśnie ta. Nic dziwnego. To dzięki królowi, miejsce to stało się modne i znane. Warszawa zjeżdżała tu na liczne pikniki, przejażdżki konną, grę w pelotkę, bale - słowem - czystą zabawę na świeżym powietrzu oraz w Pałacu Myśliwskim, który stał w dzisiejszym Parku Skaryszewskim. Podobno król spotykał się w nim z najbardziej znakomitymi damami stolicy (na grę w szachy i rozmowy o polityce wschodnioindyjskiej). Od tych czasów, Saska Kępa notuje swój nieposkromiony rozwój i rozbudowę, zwłaszcza od momentu przerzucenia przez Wisełkę mostu (imienia księcia Józefa Poniatowskiego), który połączył Kępę ze śródmieściem. Ale to już temat na odcinek numer 2.

poniedziałek, 18 października 2010
Taśmy warszawskie. Odc. 1

Ilość filmów nakręconych w Warszawie to temat na oddzielny blog. Mężnego kroku syntezy tej dziedziny podjął się jednak Grzegorz Sołtysiak w swoim Filmowym Przewodniku po Warszawie (link do analizy i kupna tutaj), a także inny "prawie Sołtysiak", a dokładniej Andrzej Sołtysik, w fantastycznym programie pod tymże tytułem w TVN Warszawa. Ciekawostki chcą natomiast zwrócić uwagę na powstanie ostatnio nieposkromionego tabunu filmów o Warszawie, fruwających po sieci. Są ona często tworzone zupełnie spontanicznie, czasami na konkursy, czasami na zamówienie. Konieczne zatem stało się utworzenie nowej zakładki na blogu - Taśmy warszawskie. Aby tu trafić, film będzie musiał przejść twarde sito selekcji ciekwostkowego jury, w składzie: ja. Są już pierwsi szczęśliwcy, oto oni:

Żoliborz - Moje Miasto. Niesamowite, ile fajnych ujęć można zmieścić w 2 min 39 sek.

Singerman - One day in Warsaw - film, który wygrał konkurs na najpiękniejszą 45 sekundową etiudę o Warszawie, organizowany przez MilionYou.com.

środa, 01 września 2010
Włochy na Włochach

Róg ulic Żeleńskiego i Pianistów. Przez 60 lat, w zupełnej tajemnicy powstawało tutaj miejsce kompletnie magiczne. Ogród Budowli Świata. W ciągu sześciu dekad, Janusz Adamek samodzielnie wykonał kilkadziesiąt miniatur najsłynniejszych budowli świata. Jest tu wszystko: Wieża Eiffla, Sfinks, Hagia Sofia, chińskie świątynie i wiele wiele innych cudaków. Przez lata miejsce było niedostępne z zewnątrz, a autor tworzył swoje majstersztyki dla własnej satysfakcji. Ostatnio jednak, rodzina pana Janusza postanowiła choć trochę podzielić się tym skarbem. Można go oglądać w soboty między 16 a 17. Choć przedział czasowy nie poraża i wymaga precyzyjnego planowania wizyty, warto się tam udać. Widok jest prawdziwie księżycowy. Wąskie ścieżki, pośród najpiękniejszej architektury świata, zatopionej w bujnej roślinności, naprawdę niesamowite.

poniedziałek, 09 sierpnia 2010
Najpiękniejsz zdjęcia miasta Wwa. Odcinek 4.

Pałac Staszica

Pałac Kultury i Nauki. Odc. 1. Piędziesiąt Pięć.

Kontrowersyjny z niego gostek. Miotają w niego pomyje, strzelają inwektywami, żądają zburzenia. I tak od lat. 2 lipca minęło ich dokładnie 55, od momentu kiedy 3,5 tysiąca przyjaciół Moskali w 1955 r. ukończyło jego budowę. Szanowny jubilat trwa tymczasem dzielnie. Nie drgnął.

Co to jednak za trwanie, skoro jest zupełnie niedoceniany. A powinno być kompletnie inaczej. Czy się to komuś podoba czy nie, Warszawa to Pałac. Dla turystów, przyjezdnych, krakusów, żabojadów, amerykańców. Jest tu Najwyższy, Największy, Najoryginalniejszy.

Każdy kto do nas przyjedzie, leci pod Pałac. Pstrknąć fotę, zobaczyć jak gigant z tivi wygląda z bliska i jaki jest w środku. I co zastaje? Otoczenie betonowej pustyni, mega parking dla autobusów, zero infrastruktury turystycznej. Zastaje ZERO zainteresowania władz miasta jego symbolem. Ulga spływa częściowo we wnętrzach - miejscami pięknych i unikalnych.

Na szczęście oddolne akcje przywracają Pałacowi należne mu miejsce. Jest na kubkach, koszulkach, pocztówkach, kolorowy, czarno-biały, tradycyjny i powykrzywiany. Jest symbolem wielu miejskich akcji i wydarzeń. Jest synonimem Warszawy.

Bezczynność Ratusza spowodowana jest prawdopodobnie pokutującą od pokoleń mrożąca depeszą, że to symbol radzieckiej dominacji. Rewelacja, że Rosjanie zbudowali nam Pałac nikogo z przyjezdnych dziś nie przeraża, co najwyżej ciekawi. Tak samo jak ten niezwykły budynek. Bezczynność władz jest natomiast bezmyślnością. Okolice Pałacu powinny być zagospodarowane pod turystów, zadbane i reprezentatywne, tym bardziej, że przed wejściem do budynku znajdują się dostojne pomniki "wybitnej" zależności od Rosji - Mickiewicza i Kopernika.

Pora zatem rozpocząć w Ciekawostkach cykl o Pałacu, budynku posiadającym olbrzymi i niewykorzystany potencjał. W premierowym odcinku obalimy wspomniany mit o rzekomej zależności. Jak się bowiem okazuje jest dokładnie odwrotnie.

Otóż PKiN ma w sobie elementy architektoniczne zaczerpnięte z całej Polski. Kolumnady są nawiązaniem do warszawskiego klasycyzmu (o którym pisałem w poprzednim wpisie), attyki (klikaj żeby porównać) odzwierciedlają zwieńczenia krakowskich Sukiennic, a górny fragment Pałacu jest kopią wieży Ratusza w Chełmie (konstruktor PKiN Lew Rudniew, osobiście objechał Polskę w poszukiwaniu inspiracji dla swojego projektu). I tak np. wzorem dla kasetonów zdobiących pałacowe sufity były wnętrza Wawelu.

Co do niezależności, to Polacy sami zdecydowali o wysokości PKiNu (187 m., Rosjanie chcieli nas zdominować 120oma), dobudowaniu Sali Kongresowej, przeznaczeniu budynku (Rosjanie chcieli tu umieścić Uniwersytet jak to ma miejsce w Moskwie), a także o położeniu wieżowca (Rosjanie chcieli umieścić go dalej od Marszałkowskiej).*

Pałac jest zatem na wskroś polski. I stoi w sercu Polski, centrum jej stolicy. Wszędzie i zewsząd go widać. Często zupełnie fantastycznie. Z niego natomiast, widać całą Stolicę. Jest warszawską Wieżą Eiffla. Najwyższy czas to dostrzec i wreszcie wykorzystać.

*Informacje te zaczerpnąłem z nieodżałowanego Błyskawicznego Progamu Historycznego z TVN Warszawa. Ostatnio jego autorzy wydali Błyskawiczny Przewodnik Historyczny.

 
1 , 2 , 3